In Egocentrism We Trust.

In Egocentrism We Trust

M. presents
<>

past:

2012
luty
styczeń
2011
2010
2009


***W jakim celu kobiety nerwów używają.***

31.07.2011 :: 02:25 Komentarze (3)

Historia bywa skomplikowana, albo prosta,
Bywa też nieklasyfikowana, zupełnie jak moja pierwsza miłość prawie.

Środki przekazu mamy różne.
Werbalne, pozawerbalne, massmedia, tradycyjne listowe, za pomocą wystąpienia czy plakatu.
Otóż kobieta używa najczęściej środka naszego czułego punktu, samego serca środka naszej duszy.
Z miłości.
Zawsze, tylko i wyłącznie z miłości.
Używanie czułego środka nie z miłości jest dla kobiety niewyobrażalnością.
Niewyobrażalnością jest także używanie czegokolwiek w jakikolwiek sposób bez podpinania pod te działania miłości.
I otóż z miłości kobieta przekazuje z drobną może pomocą nerwów różne mężczyźnie komunikaty.
Śmieci wyprowadź, psa posprzątaj, salon wyrzuć.
No taka codzienność po prostu.

Z miłości się na Niego denerwując, z miłości prezentując cały szereg swoich charakternych zębów, miłością otaczając każde zjadliwe słowo.

Wszystko jak dotąd proste,
nic tłumaczyć nikomu nie trzeba i płynnie przeszlibyśmy do dalszej części rozważań nad prostą kobietą,
gdyby w tym momencie nie wtryniał nam się na scenę mężczyzna. W bokserkach.
Oni podobno tak mają, że nie dość, że w słabym momencie, to jeszcze nie pod krawatem.

Bo On z tej miłości, z tego oceanu uczuć całego, które Prosta Ona w nerwach mu ofiaruje - zazwyczaj nie umie wychwycić i sobie skonsumować tej esencji uczucia.
On jej nie widzi.!, skaranie boskie z taką komunikacją, miłość jak na tacy pomiędzy "ty nigdy mi nie pomagasz", a "jak Ci się nie podoba, to sobie zmień" - a on nie widzi.

To Ona (z litości czystej, słowo daje) jeszcze podrzuca mu jakieś "idź się leczyć cymbale", a On wciąż nie kumaty pozostaje.
Może taktyczną rozgrywką ją pokonać próbuje, na przetrzymanie bierze, żeby w panikę wpadła, że on tej na tacy podanej miłości nie chce, wyłudzić stara się więcej wciąż i więcej przytyków i na światło dzienne wywlekanych czułych przywar, bo jeżeli nie - to nie rozumiem,

Czego tu niby nie rozumieć, gdy kobieta mówi, że siedem światów mam z Tobą i Ty się mną w ogóle nie zajmujesz.?

Bo nie zajmujesz. Bo mam siedem światów, albo jeszcze od groma więcej.
Ale stoję tu jak głupia i Ci wypominam, zamiast sobie pójść, tak czy nie.?
No to o co chodzi.?





***Prosty i szybki przepis na pachnącą poprawę nastroju.***

31.07.2011 :: 01:44 Komentarze (0)

Potrzebne składniki:
*Ty
*Twoje życie
*Twoja wolna wola
*Czas
*Określone miejsce/miejsca
*Chęć zmiany
*Twoje bolączki


Wszystkie składniki wrzucić do malaksera i nacisnąć przycisk start.


Gotowe danie spożyć samotnie przed telewizorem.


Smacznego.!



***Proszę być sobą.***

27.07.2011 :: 22:18 Komentarze (1)

Dzień dobry,
Proszę zapomnieć co wcześniej pani nagadano,
Proszę być sobą.
Dwie minuty,
Kamera, raz dwa.

Wychodzę.
Wychodzę i myślę - wybrakowana jestem jakaś, na bank,
Każdy prócz mnie potrafi być sobą przez dwie minuty,
A ja nijak.
Ubrać się w sukienkę, żeby dziewczęco było,
Uścisk dłoni z kolei mocny,
(Element zaskoczenia, przecież żadna z Ciebie cizia-mizia,
Ten uścisk dłoni najczęściej w zakłopotanie wprawia i zamęt niepotrzebny do jasnej sytuacji wprowadza,
Może powinnam pod kolor włosów rękę do ucałowania zawsze podawać,
Mogę.)
Potem głos, tutaj już na samą myśl w panikę wpadam,
Bo ja robotem nie bywam, modulację mam w zależności od nastroju bardzo różną,
Wybrać jedną.? Na chybił trafił.?

Element po elemencie, maszyna losująca jest pusta, następuje zwolnienie blokady :
...

Może sobie wcześniej jakiś miks siebie przygotować.?
Spódnica w kwiatki, lewa stopa w czerwonej szpilce, prawa w wojskowym półbucie,
Koszula biała, kołnierzyk wyprasowany, tylko na nią obowiązkowo szeroka, za duża bluza z kapturem,
komentarz do wielości opcji nad ułożeniem fryzury - zbędny.

Słucham Ostrego i Albana Berga w opcji wymieszaj utwory,
Zamykam się na tydzień w pokoju, pijąc wódkę z dywanem, i wychodzę wieczorami upijając się jednym piwem. Małym. Z sokiem.
Czytam wszystko jak leci, olewając filtrację i udaję, że jak mnie ochota najdzie to wszystko przeczytam co napisano i basta.
Darzę świat uczuciami ambiwalentnymi, uroczo kocham, godzinę później poddaję wszelkie emocje destrukcji poprzez wyrafinową torturę milczenia, złośliwie doprowadzam do sytuacji bolesnych, następnie z oddaniem robię wszystko czego nie lubię dla jednego uśmiechu.
Jem wszystko na potęgę, w przymierzalni wciąż płynnie wchodzę w rozmiar 36,
(incydent z 38mką, która zatrzymała mi się na wysokości trochę powyżej kolan, zupełnie się nie liczy, nawet największym firmom odzieżowym zdarzają się pomyłki w metkach.?)
Chętnie rzuciłabym wszystko w cholerę, alę niestety nie mogę, bo mam zajebiste życie,
Płaczę codziennie rano, bo to dobrze na cerę wpływa,
A śmieję się bez powodu, więc zazwyczaj nie z siebie,

A na pytanie czy jestem palaczem, też odpowiedzieć nie umiem w dwie minuty.
Bo palę.
Tylko czasami.
No i się nie zaciągam.
Bo nie umiem.

Jednowymiarowość i stabilizację przekonań tanio kupię.
Potrzebne od zaraz.

Ps. Ciekawe co u Ciebie Zwierzu.




***Hey mirror, you're so pretty today.***

30.06.2011 :: 00:17 Komentarze (4)

Ucieczka od życia doczesnego kontra wiadomo-że-ja = 1:0

Szczęście jest do kitu.
Wiem, bo przeczytałam ostatnio poradnik na ten temat.
Jak być wiecznie chudą, przestać pić colę, nie używać słów nieobowiązujących słowników języka wytwornego, nigdy nie wracać, codziennie rano biegać (teraz, to sformułowanie to się robi jakiś drażliwy temat), marzyć od śniadania, czyli marzyć od kawy z Mc'a, wiedzieć, że się może być i że się może mieć, mówić Dzień Dobry i nie tchórzyć.
To ostatnie szczególnie trudne.
Bardzo przereklamowana sprawa z tym szczęściem - kupiłam, nie przepłaciłam, zużyłam,
I zawsze coś, zawsze coś.!
W końcowym etapie buteleczki okazuję się, że właśnie zdjęto linię z taśmy.
Właśnie w momencie uświadamiania sobie nieuchronnego końca, właśnie wtedy, szlag by to.
Pocieszająca informacja dociera i słowami 'oferta limitowana' podaje dłoń damie i pomaga wstać z potknięcia,
Bo przy ofercie specjalnej nie przystoi, więc stajemy prosto i już chulaj pokazówko, Bóg nie widzi,
Chwalimy na potęge. Siebie dokładnie.

Mogę,
Mogę do końcówki szczęścia dolać trochę wody, oszukać czas,
no jasne, że mogę, och, któż by nie mógł, może Któż by nie mógł, któż to wie -
Ja w każdym razie - mogę zupełnie.
Tylko nie chcę. Bo mi rozrzedzone szczęście smakować nie będzie., słyszałam też, że traci aksamitną konsystencję i w ogóle - brutalnie to potem wszystko wygląda po ścianach.


Więc wracam do egoizmów,
Bo te złe charaktery zawsze jakoś bardziej się rozbuchują, objętość zwiększają definitywnie i literalnie władzę nad sytuacją przejmują.

Zabawię się od samego początku, znów,
Nikt mnie nie złapie, bo nikt nie potrafi.

love & kisses,
in-egocentrism-we-trust.

*** Lubię ten stan. ***

06.08.2010 :: 02:44 Komentarze (5)

(A kiedyś to tak obiecywałam sobie,
że taka jak on to na pewno nie będę,
Bo co to za pisanie, raz na boży miesiąc,
(tak, czy tak gówniane),
Ale jak ja mam pisać, jak mój business plan życiowy, blogowy w planach nie miał, by jedno po drugim marzenia jak szalone się spełniały.?
Podchodzisz do kasy, kasujesz, płacisz, plastikowa torba, ktoś zapakuje i już,
Życiowy prl-u wróć, dlaczego towar musi być zawsze na półkach.

Klasa maturalna to co innego,
Pulsująca wizja matematyki na maturze, czekających nas egzaminów, co wieczór powracających myśli o ewentualnej porażce, lekcje instrumentu głównego, że tak zawoalujemy sprawę, wiecznie oblewanego prawa jazdy (bynajmniej nie alkoholem) - ech. To były czasy. )

A ja.
Kocham ten stan.
Papierosy, kawa, ja.

"Jak się czujesz.?
Dobrze. A Ty.?
Też dobrze."

A rano to Burdel już tylko w głowie,
désordre, desorden.
U can touch me, but don't mess up my hair.
In my head opcjonalnie.
Gadająca francuska, gadająca po francusku, wino, fajki, czerwone wino, ciemna butelka, ciemna francuska, biała męska koszula, reflektor pada z prawej, podwórkowy reflektor, automat, zupełnie jak w środku latarni morskiej.
Swoją drogą, w latarni morskiej, to musi być dopiero coś.

W latarni to bym zapamiętała,
Z moją pamięcią, to ho ho.!

"Co to za pijaństwo.? To jest teren polskiego teatru - w tej chwili opuścić mnie.!"

Coś o przypominaniu, coś o stosowaniu przypomnieć,
Ale przede wszystkim o niepamiętaniu,
I to nie tylko następnego dnia rano,
O niepamiętaniu tak prozornie ( przezornie czy od prozy.?)
A już na pewno o pamiętaniu by nie zapomnieć nie pamiętać.

Coś nakręcić,
przecież jak już świecą, to szkoda by światło marnować,
Nakręcić scenę, może i balkonową,
ważne by miała puentę, dobrą dynamikę,
element zaskoczenia (to akurat nigdy się nie udaje)

"A pan, panie sierżancie gra w totolotka.?
Gram, ale nie mam szczęścia"

Bo o szczęście tu nie chodzi ani trochę,
Ale o co tu chodzi, jak to się kończy,
Ona pytała w kółko, psując atmosferę,

Nie kończy się słonko,
Nie kończy się słowami.

Więc aktor numer trzy opuszcza scenę,
Didaskalia dopisują się same

"Jak tam było w tym niebie, coście tam robili.?"


Co ciekawe, bałagan powstaje nie na skutek nieporządku,
Raczej, poprzez występowanie.
Na scenie, balkonie, czy w naturze,
to już akurat nieadekwatne.

"Jak pani ma na imię.?
Nieznajoma"

Żałujesz tylko jednej bzdury,
Żałujesz imienia,
Choć, przecież jego oficjalna forma,
Jest jakby mniej imieniem rzeczywistym,
Mimo to, lepiej by się rozlewało po głowie, bezimienna,
Nie lubię znaczeń,
Nie lubię znaczyć.?

"Trzeba mieć ambicję."

Z każdego błahego zdania należy ulepić historię,
Może też być taka w której kłamstwo, w sposób epicko żenujący wychodzi na jaw.

"Jesteśmy kolegami, czy nie.?
No taaak."

Potem Cię nie ma,
Potem Cię nie trzeba,
Potem wyjeżdzamy do swoich osobnych bałaganów,
Potem jest chwila i przez chwilę się zastanawiasz,
Się zastanawiam,
Forma -my- byłaby tak obrzydliwie śmieszna, prześmiewcza,

Moja prywatna,
Choć coraz mniej jej strzegę, coraz mniej przestrzegam,
Prywatna awantura w głowie, guzik plus, trampolina zawsze w górę,
Małe zoo, złota klatka bez krat, jakie to ładne,
Przecież jesteś zwierzem,
Nieoswajalność wpisana w pakiet,
Jakie to było toniczne, to zdanie,
Najlepsze zdanie dotychczas,
Na romantyźmie to można tylko jak Zabłocki na mydle,
Ale erotyzm w tym zdaniu,
Zrobiłeś tak, że zapamiętam.

"Tylu fajnych chłopaków.
Zmarnowało się.
Zmarnowało się przez kobiety."


Przez dziewięć dni się rozkosznie męczysz, się rozkosznie męczę - to jeszcze tylko un, deux, trois,
Ale przecież

"Człowiek musi sobie od czasu do czasu polatać.
Mam rację, Lutek.?
Mam rację.?"


"... i cześć."